Sri Lanka - wraki Colombo i Unawatuna (marzec 2012)

Medhufaru

Sri Lanka, fascynujący kraj.

Ciepło, mili ludzie, doskonałe curry, trzy odmienne strefy klimatyczne, smakowite owoce o istnieniu których nawet nie podejrzewałem.
Mnóstwo zabytków buddyjskich i hinduistycznych. Wspaniałe pokolonialne hotele.

Tak można wymieniać i wymieniać. A na dodatek okazało się, że można tam nurkować. I jest mnóstwo wraków.

Paradise?! Who knows! We know only that he called the Stig (...za dużo Top Gear... 8-)

 


Trzeci już raz odwiedziliśmy Sri Lankę w marcu 2012 roku

Nurkowanie na Sri Lance – cześć I – Wraki Colombo

Nasze nurkowania wrakowe zaczynamy na przedmieściach stolicy kraju, Kolombo, w miejscowości Mount Lavinia. Pełni ona przede wszystkim funkcję „najbliższej stołecznej plaży”. Ta, cicha i spokojna w dzień, szeroka piaszczysta plaża ożywia się dopiero przed zachodem słońca. Natomiast w piątkowe wieczory, a szczególnie w czasie weekendu, są tu już prawdziwe tłumy.

Niedaleko plaży znajduje się kilka przytulnych i nie drogich hoteli, parę supermarketów, a okolica obfituje w dobre restauracje, na dodatek jest to tylko 30km od międzynarodowego lotniska. Tu też, bezpośrednio na plaży, znajduje się jedyna w Kolombo baza nurkowa, mamy więc wszystko co jest potrzebne nurkowi, żeby dobrze spędzić upragnione wakacje.

Wkrótce po naszym przyjeździe Michaił, instruktor w lokalnej bazie nurkowej, kojarząc że przyjechaliśmy nurkować wyłącznie na wrakach, zapowiedział: może jeszcze w czasie waszego pobytu będę miał współrzędne olbrzymiego wraku z samochodami, nazywanego przez miejscowych „Car Carrier”. Nie bardzo wiedząc, jak ten typ statku wygląda – myśleliśmy, że to będzie prom - oczyma wyobraźni już wiedziałem jeśli nie nowego SS President Coolidge (Vanuatu)

to przynajmniej coś w rodzaju Zenobii (Cypr). Olbrzymi wrak pełny samochodów – jak to „może? Musimy je mieć! Lecz rzeczywistość jak zawsze okazała się nieco inna. Ale po kolei...

 

Medhufaru wreck

MedhufaruDrobnicowiec Medhufaru, port macierzysty Male, wpłynął na wody terytorialne Sri Lanki w maju 2009 roku i wyglądał zupełnie zwyczajnie. Był wynajęty do dostawy materiałów budowlanych i można było na nim zobaczyć ładunek rur oraz koparko-spycharkę zaparkowaną na śródokręciu. Statek przewoził jednak coś jeszcze - plotka na plaży głosi, że byli na nim ukryci terroryści (tak miejscowi nazywają Tamilskich Tygrysów) oraz dostawa broni. Niezapowiedzianych gości jednak wykryto, a załoga i pasażerowi zbiegli, zatapiając statek.

Mamy więc zupełnie nowy, praktycznie nie porośnięty wrak o długości około 50 – 60 metrów, stojący na stępce na głębokości 30 metrów. Dziób wraku jest obficie „porośnięty” urywkami sieci i lin i przy gorszej widoczności robi niesamowite wrażenie filmowego statku-widmo. Na śródokręciu zobaczymy pozostałości ładunku – złamane rury, części maszyn, uszkodzony fragment wraku i perłę w koronie Medhufaru – maszynę budowlaną w doskonałym stanie.

Miejscowi nurkowie nie robią penetracji wewnątrz wraków. Chyba nie czują się dobrze wchodząc do środka, a na dodatek nie posiadają latarek. Nam, po usunięciu wiszących gdzieniegdzie kabli, udało się zwiedzić kilkupiętrową rufową nadbudówkę: w kuchni na suszarce nadal stoją talerze! Do obejrzenia pozostaje maszynownia - jest wąsko i trzeba wchodzić każdemu osobno, a mając tylko pojedyncze butle nie podjęliśmy zbędnego ryzyka.

Po nurkowaniu, codziennie wieczorem, mamy do Michała to samo pytanie:

- A co z tym wrakiem z samochodami?
- Nadal nie mam współrzędnych...
- Hmmm 8-(

 

TrugTug wreck (Nilgiri)

Prąd powierzchniowy jest tak mocny, że ledwie dajemy radę przebić się wzdłuż liny kotwicznej pierwsze 10 metrów, potem jest już lżej, chociaż prąd denny też jest niczego sobie. Najciekawiej Tug wygląda patrząc od dziobu, gdzie wyłaniając się z turkusowej mgły, najbardziej przypomina statek obcych – lekko obły trójkątny kształt bez jakichkolwiek dodatków – wrak leży stępka do góry. Tug jest wrakiem holownika, który zatonął u wybrzeża Mount Lavinii w 2002 roku, podczas próby eskortowania uszkodzonego statku do portu w Colombo.

Główną atrakcją tego wraku jest możliwość wpłynięcia pomiędzy pokład a dno. Ta sztuczna jaskinia kryje w sobie wiele gatunków ryb, powszechne są tu nadymki, skrzydlice i batfish'e. Jeśli prąd jest mocny, dookoła wraku można spotkać ławice polujących trewali oraz duże jak wszędzie na Sri Lance ławice lucjanów i fusilerów. Z technikaliów możemy obejrzeć olbrzymie bębny, prawdopodobnie do liny holowniczej.

Niestety nie mamy za dużo czasu, ponieważ całe nurkowanie wykonujemy przy dnie na głębokości około 30 metrów. Po wyjściu spod holownika prąd denny dosłownie zmiata nas w kierunku rufy. Nadążamy tylko nieco się wypłycić by sfilmować dwie niewielkie śruby i ster. Nurkowanie kończymy przystankiem bezpieczeństwa odbywanym w toni.

 

Cargo wreck (Pecheur Breton)

Cargo wreckPoznawanie historii odwiedzanych wraków jest tak samo fascynujące jak nurkowanie na nich, ale niestety nie znamy historii Cargo. Jest to duży masowiec o długości ok. 70-100m, leżący na sterburcie na głębokości 32 metrów.

W części przedniej możemy zaglądnąć do pomieszczenia dziobowego, zobaczyć 2 piękne maszty, a na pokładzie obejrzeć wciągarkę kotwiczną oraz niewielki maszt z drabinką i światłem topowym.

Na śródokręciu uważni znajdą zapasową śrubę, a część rufowa jest częściowo zniszczona i pozostał już tylko fragment nadbudówki. Na wraku spotkamy kilka wejść przez drzwi oraz kilka pęknięć i otworów, przez które możliwa by była penetracja. Niestety do wewnątrz nikt z miejscowych nie wchodzi, więc przejścia są mocno zawalone i bez wstępnego oczyszczenia nie ma żadnej możliwości by je zbadać.

Cargo wreckWrak jest pięknie porośnięty twardymi koralami, które po podświetleniu latarka okazują się być bajecznie kolorowe. Na wraku spotkamy teżmnóstwo ryb, dużo więcej niż na okolicznych rafach – może wynika to ze znacznie większej ilości wszelkich zakamarków i kryjówek do zamieszkania.

Następnego dnia po nurkowaniach na Cargo pogoda ostatecznie się psuję. Mocno wieje, duża fala utrudnia wypłynięcia, a długie dopłynięcie na miejsce nurkowe motorówką staje się bardzo nie komfortowe. W związku z falowaniem widoczność spada do 5-10 metrów. Od czasu do czasu leje, ogólnie czuć, że sezon nurkowania na zachodnim wybrzeżu powoli się kończy. Po 3 dniach siedzenia na plaży, rozmawianiu o życiu i narzekaniu na pogodę, decydujemy się jechać zanurkować do Unawatuny, na południowe wybrzeże.

 

Car Carrier wreck (Chief Dragon)

Od lat miejscowi nurkowie wiedzą o wraku statku typu Car Carrier. Leży on gdzieś niedaleko portu w Kolombo, zatonął w 1983 roku (niektóre źródła podają 1980r.). Wrak ten przez długie lata był „zamrożony” w granicach dużej morskiej strefy bezpieczeństwa, którą otoczono port Kolombo w latach wojny domowej. Prawie trzy lata temu wojna się skończyła, strefa bezpieczeństwa się skurczyła i czas na nowo odkryć ten wspaniały wrak. Widziało go do tej pory tylko kilku pionierów nurkowania na Sri Lance i to jeszcze w czasach, kiedy zatonął.

Dzień przed naszym nurkowaniem na wraku Car Carrier byliśmy jeszcze w Unawatunie, ale wystarczył jeden sms od Michała: „przyjeżdżajcie, znaleźliśmy go!”, żeby już po południu siedzieliśmy w samochodzie wracając do Mt. Lavinii.

Car carrierNastępnego dnia rano jesteśmy w bazie, szybkie pakowanie sprzętu na łódź i ruszamy. Dopłynięcie zajmuję nam około 45min – dziś praktycznie flauta, przy większym falowaniu czas ten wydłuża się do 1 godziny. Kilka razy rzucamy kotwicę i nic, nie możemy się zaczepić – nie mamy jeszcze dokładnych współrzędnych GPS i pewnie kotwica jest lekko ściągana przez prąd denny. Wreszcie kotwiczymy i po chwili wskakujemy do idealnie gładkiej wody, by za moment powoli pogrążyć się w krystalicznie czystym błękicie. Dziś pogoda wyjątkowo dopisuje – brak wiatru, brak prądu powierzchniowego – całkowity relaks.

Schodzimy wzdłuż liny kotwicznej, bliżej dna woda nieco traci przejrzystość i staje się lekko turkusowa – daje się wyczuć prąd denny. Dno jest na 33m, jesteśmy zakotwiczeni o wielkie fragmenty blachy, prawdopodobnie arkuszy poszycia pokładu, a wraku nie widać. Po kilku minutach w oddali z półmroku zaczyna się wyłaniać … ściana? Ściana?! Jak tu ściana? Podnoszę wzrok, wyżej, jeszcze i … Wow! (chociaż użyłem innego słowa ;-). To część dziobowa wraku. Ależ on ogromny! Głębokość w najpłytszym miejscu na dziobie wynosi około 20m, czyli wysokość części dziobowej to 13m. W przeliczeniu to wysokość czteropiętrowego bloku.

Wypłycamy się i płyniemy w stronę rufy. Na tym poziomie widać fragmenty samochodów - pozostały tylko silniki, skrzynie biegów, wały i felgi. Dla mnie największą zagadką jest brak innych elementów, w tym nie korodujących, takich jak fotele czy opony.

Śródokręcie jest chaosem metalu i bardziej przypomina złomowisko. Wynika to z faktu wysadzenia przez Sri Lankan Navy górnej części tego ogromnego wraku, aby wyeliminować zagrożenie dla żeglugi handlowej. Prawdopodobnie w tym miejscu znajdowała się nadbudówka. Po wybuchu, fragmenty wraku można znaleźć nawet 100 m od niego.

Część rufowa zachowała się w całości, ciekawie prezentują się olbrzymie kabestany i wyciągarki kotwiczne. W tym miejscu rozpoczynamy wynurzanie się i, jeśli nie ma prądu, możemy podziwiać przez chwile rufę w całej okazałości, coraz bardziej zlewającą się z ciemnym granatem głębin.

Wrakowisko jest olbrzymie i nie udało nam się zbadać całości, a ni wejść do środka wraku: na śródokręciu jest kilka sporych otworów zachęcających do penetracji - może wewnątrz są całe samochody?! Całość wraku jest ładnie porośnięta koralami, a miłośnicy ryb będą zachwyceni dużymi ławicami.

Długość wraku szacujemy na 150-200m, więc obejrzenie go w czasie jednego nurkowania nie jest możliwe. Ale to nie problem – nie mam nic przeciwko by na nim nurkować jeszcze i jeszcze...

 

Informacje ogólne

Dojazd

Nie ma bezpośrednich regularnych połączeń z Polski do stolicy Sri Lanki, Kolombo.

Połączenia w wysokim standardzie oferują Emirates z któregoś z miast europejskich (np. Frankfurtu, Monachium lub Pragi), następnie z przesiadką w Dubaju lub Qatar Airways z przesiadką w Doha. Skromniejszy standard, za nieco niższą cenę, oraz bezpośredni lot z Londynu do Kolombo proponuje SriLankan. W obydwu przypadkach musimy najpierw dolecieć z Polski, korzystając zazwyczaj z usług LOTu.

Osoby mało wymagający, a zainteresowani przede wszystkim niską ceną, mogą skorzystać z aktualnie najtańszej oferty ukraińskiego Aerosvitu, latającego z przesiadką w Kijowie. Na plus należy zaliczyć krótszy lot (nie odwiedzamy Europy Zachodniej) i możliwość bezpłatnego zabrania 30kg bagażu.

Koszt biletu lotniczego Warszawa – Kolombo – Warszawa, w zależności od sezonu i dostępnych promocji, wynosi około 700$ – 1100$ w klasie ekonomicznej.

Wiza

Wiza obowiązuje wszystkich turystów wjeżdżających na Sri Lankę - na szczęście jest to raczej formalność. 30 dniowa wiza uzyskana online kosztuje 20$: http://www.eta.gov.lk
Istnieje możliwość załatwienia wizy na lotnisku (25$) – należy spodziewać się dużej kolejki.

Kiedy jechać?

Temperatura powietrza na Sri Lance jest zawsze w granicach 30°C-35°C, a woda zazwyczaj ma ok. 28°C. Pogodę, a więc i możliwość nurkowania, determinują wiejące monsuny.

Listopad – marzec to najlepszy sezon nurkowy na zachodnim i południowym wybrzeżu.

Od maja do września najlepsze warunki do nurkowania są na wybrzeżu wschodnim.

Prawie wszędzie na Sri Lance dno jest piaszczyste, więc widoczność jest bardzo uzależniona od falowania i prądów. Najlepiej zacząć nurkować 3 dni przed I lub III kwadrą księżyca. W ciągu następnych 7 dni prądy będą najsłabsze, a widoczność, jeśli nie będzie wiało, powinna być najlepsza.

Na lądzie

Mnóstwo zabytków buddyjskich i hinduistycznych. Wspaniałe pokolonialne hotele. Plantacje herbaty i przypraw. Kolorowe święta i pochody. Zamglone góry. Wiele parków narodowych – słonie, małpy, lamparty i ptactwo. Wspaniałe piaszczyste plaży. Ajurweda i SPA. Możliwe nawet dwutygodniowe wycieczki.

Komora dekompresyjna

Komora dekompresyjna, chociaż wymieniona w spisie DAN, według miejscowych nurków jest dostępna czysto teoretycznie, ponieważ znajduje się na terenie zamkniętej dla cywilów bazy Marynarki Wojennej w odległości 8 godzin jazdy samochodem z Kolombo.

Zdrowie

Mimo pierwszego wrażenia, na Sri Lance nie występują poważne zagrożenia zdrowotne. Na wybrzeżu nie ma zagrożenia malarią.

Bezpieczeństwo

Kolejny raz należy podkreślić, że wojna zakończyła się 3 lata temu i można wszędzie bezpiecznie podróżować. W 2011 roku bez problemów odwiedziliśmy i nurkowaliśmy w Trincomalee, które w czasie wojny było pod kontrolą Tamilskich Tygrysów.

 

Artykuł został opublikowany w czasopiśmie "Wielki Błekit", czerwiec 2012
Autor: Władysław Jefimow

 

Nurkowanie na Sri Lance - część II - Okolica Galle

No cóż, wietrzna pogoda w Colombo, na zachodnim wybrzeżu Sri Lanki, utrzymuje się już trzeci dzień. Z powodu wysokiej fali nie bardzo da się wypłynąć na nurkowanie, a jeśli nawet i udało by się, to ocean jest wzburzony i widoczność pod wodą na pewno będzie marna. Omówiliśmy z miejscowymi już większość tematów, łącznie z ostatnimi wydarzeniami politycznymi i cenami na bazarze. Wypiliśmy dużo kawy i nawet zaczęliśmy wchodzić do oceanu ... bez pianek. W celu wykąpania się. Dosyć, tak dalej nie można! Czas się ruszyć odkrywać nowe terytoria...

Zamawiamy vana, szybkie pakowanie się i w ciągu 3,5 godziny przenosimy się na południowe wybrzeże Sri Lanki, do małej miejscowości Unawatuna, malowniczo położonej w dużej zatoce 5km na południe od historycznego miasta-fortu Galle.

Unawatuna to mekka backpackersów na Sri Lance. Długa na 2km piaszczysta plażą, a następnie gaj palmowy przechodzący w niewielkie wzgórza z kilkoma świątyniami. Łatwy dojazd, brak turystyki zorganizowanej, duży wybór zakwaterowania, mnóstwo restauracyjek i barów bezpośrednio na plaży oraz historyczne Galle w zasięgu kilkudziesięciu minut jazdy tuk tukiem. Może to takie lankijskie Dahab, ale bardziej ideowo, bo miejscowości kompletnie nie są do siebie podobne. Niestety ostatnio idylliczność miasteczka psuje chaotycznie prowadzona zabudowa brzegu, ale i tak warto w Unawatunie się pojawić, żeby po prostu odpocząć kilka dni na plaży i może nawet nie nurkować.

W Unawatunie naliczyliśmy 5 centrów nurkowych – tylko jeden wyglądał solidnie, ale i miał najwyższe ceny, pozostałe zajmowały powierzchnie ok. 20 m2 i składały się z dziesięciu rekreacyjnych zestawów do pożyczenia , tyleż samo butli, kilku osób załogi i 1-2 łodzi. Ale w sumie czy centrum nurkowe musi być duże? Wybieramy najbliższe naszemu hotelowi – nie do końca fortunnie, bo okazało się, że łodzie nie mają zadaszenia. Zrzucamy sprzęt i umawiamy się na poranne wypłynięcie następnego dnia.

Rangoon Wreck

SS Rangoon był 60 metrowym żaglowco-parowcem o wyporności 1800 ton, zbudowanym przez Samuda Bros z Londynu w 1863 roku i do napędu, prócz ożaglowania, posiadał maszynę parową o mocy 400 BHP. Statek zazwyczaj operował na trasie z Suezu do Kalkuty.

Wskakujemy do wody, dziś widoczność niestety nie dopisuje. Od 25 metra cień poniżej zaczyna nabierać kształtu. Jest to SS Rangoon, który stoi pionowo na piaszczystym dnie. Na głębokości 32m dochodzimy do dna i mamy wrak dokładnie przed nami: pozostałości dziobu przypominają starożytny statek Wikingów.

Wokół wraku duża ławica niebieskich snapperów tworzy piękny żółty obłok, a wśród nich mieszają się mniejsze ławice rabbitfish'y i snapperów szarych. Dookoła przelatują polujące trewale niebieskopłetwe. Na śródokręciu statku wciąż są rozpoznawalne wystające z dna maszty i chociaż z racji liczby minionych lat większość wraku przypomina już złomowisko, to nie jest on pozbawiony uroku.

Gala Pita Gala

Kamienne formacje porośnięte w niektórych miejscach koralowcami, dużo krewetek i kolorowych ślimaków nagoskrzelnych. W zagłębieniach pomiędzy kamieniami można spotkać niewielkie mureny. Prąd i mocne falowanie pogarszały widoczność i skutecznie utrudniały nam nurkowanie.

Tango Wreck

Tango to kolejny wrak parowca w okolicy Galle. Czas i słona woda zrobiły już swoje: pozostał szkielet statku z resztkami poszycia. Jednak uważni poszukiwacze znajdą śrubę, pozostałości poszycia nadbudówki z oknami, luźno leżący na dnie kocioł parowy oraz dziwne ok. dwumetrowe koła, przeznaczenia których nie jestem w stanie sobie wyobrazić.

Niestety, tradycyjnie już nieustannie zła widoczność utrudniała nam orientację.

Shark Point

Każde państwo w którym się nurkuje musi mieć swój Shark Point, Shark Reef, Shark Valley lub coś podobnego, nawet jeśli w tym miejscu rekiny były widziane dawno dawno temu lub wcale. Bo jak wiadomo: no sharks, no business... Nie inaczej jest i z tym miejscem nurkowym – rekinów brak, a jest to klasyczne dla nurkowań rafowych na Sri Lance skupisko dużych głazów, porośniętych gdzieniegdzie koralowcami. Z ryb spotkamy tu snappery, czerwone papugoryby, grupery koralowe i karmazyny.

 

Informacje ogólne:

Jak wszędzie na Sri Lance, żeby gdzieś dotrzeć z dużym bagażem nurkowym, najprościej jest wynająć samochód. Ostatnio ukończona została pierwsza na Sri Lance autostrada (płatna), która prowadzi właśnie z Colombo do Galle, więc czas dojazdu z lotniska wyniesie tylko 3-4 godziny.

Do Unawatuny (a właściwie do Galle) można dojechać też pociągiem. Bilety kolejowe są bardzo tanie, ale pociągi są mocno zatłoczone i powolne. Na dodatek w czasie naszego pobytu fragment nabrzeżnej linii kolejowej był remontowany.

Nurkowania w okolicy Galle nie są spektakularne, zwłaszcza jeśli się trafi na gorszą widoczność, więc nie warto jechać tu nurkować specjalnie, a raczej przy okazji wypoczynku w Unawatunie. Prócz opisanych powyżej miejsc nurkowych jest tu jeszcze ok. dziesięciu innych lokalizacji. Formalnie w porcie Galle spoczywa wiele innych wraków, natomiast niestety albo się one kompletnie już rozpadły albo nikt na nich nie pływa albo wymagają one specjalnego zezwolenia.

Około 20 km powyżej Galle znajduje się miejscowość Hikkaduwa, z której wypływa się na wraki znajdujące się na północy od Galle. Ale jest to już temat na kolejny wyjazd...

 

Drukuj

Portfolio